absurd
22:01
Załóżmy coś niesamowicie absurdalnego. Okazuje się, że w przeszłości (zakładamy, że wierzymy w reinkarnację) byliśmy wolnomyślicielami, którzy niefortunnie zostali straceni za apostazję, herezję, uprawianie czarów, głoszenie ogólnie prawdy dotyczącej świata. W pewnym momencie przypominamy sobie swoją własną śmierć, później wszystkie 'dziwne' aspekty naszego życia nam się wyjaśniają, ponieważ okazuje się, że tamtejsze wydarzenia miały niesamowicie wielki wpływ na nasze 'dzisiejsze ja'. Co robimy w takim momencie, jak się zachowamy?
Ponad to... Uświadamiamy sobie jakim wielkim absurdem i hipokryzją świata jest samo nasze istnienie. Jak można wymagać czegokolwiek od ludzi, świata, kiedy ma sami jesteśmy tworem absurdu, hipokryzji, kontrastu, sprzeczności?! Czy w takich chwilach miewacie myśli samobójcze?
Niektórzy odbierają je jako ostateczny akt wolnościowy, inni zaś jako jedyny ratunek na swa biedną dolę... Ja osobiście mam ją za akt tchórzostwa i odwagi, ale przede wszystkim akt żałości naszej rasy.
Nie czytajcie mnie. Jestem zmęczona i mam dziwne rozkminy. Wracam do rozbiorów polski [*]

0 komentarze